Tym razem chciałabym się bliżej przyjrzeć serum "All-in-One Master" z serii Gudetama od Holika Holika oraz Czekoladowo-kakaowej maseczce kolagenowej marki Purederm.
Cała seria Gudetama została stworzona dla "leniwych", wspomniane serum ma kilka zastosowań w jednym produkcie. Po pierwsze tonizuje, więc nie musisz użyć dodatkowo toniku, po drugie jest wysoko skoncentrowaną esencją, która odżywia i nawilża Twoją skórę, po trzecie jest również kremem wodnym, więc po jej zastosowaniu nie musisz go dodatkowo nakładać. Czysta oszczędność czasu i pieniędzy (chociaż sam produkt jest dość drogi, około 150zł). Według producenta działa na naszą skórę na sześć sposobów: nawilżenie, odświeżenie, wygładzenie, rewitalizacja, uwodnienie, rozjaśnienie skóry. Dodatkowo posiada relaksujący aromat.
Moim zdaniem producent ma rację jeśli chodzi o nawilżenie,
odświeżenie i uwodnienie. Używam produktu już ponad pół roku. Jest on naprawdę wydajny. Wystarczy odrobina, by pokryta została skóra twarzy, szyi i dekoltu. Jeśli chodzi o efekty, na pewno zauważyłam dużo lepsze nawilżenie skóry. Za każdym razem, gdy nakładam serum, faktycznie czuję jakby skóra była odświeżona (i nie jest to zasługa mentolu), gładsza. Serum nie zostawia zbyt lepkiej warstwy. Delikatny film który po sobie pozostawia znika zaraz po nałożeniu kremu. Jeśli chodzi o zapach, jest on bardzo trudny do określenia, jest na pewno delikatny, nie duszący i faktycznie relaksujący. Przypomina mi jakiś zapach z dzieciństwa, bardzo przyjemny, dobrze się kojarzący, ale nie umiem powiedzieć, co to może być. Nie zauważyłam niestety owego rozjaśnienia i rewitalizacji, niestety moja skóra pozostała lekko szarawa, tak samo jak zanim zaczęłam używać serum. Nie przeszkadza mi to jednak, ponieważ zalety i tak przeważają. Nie wiem tylko, czy faktycznie jest on wart 150zł. Generalnie polecam, naprawdę jest wart wypróbowania.
Jeśli chodzi o maskę czekoladowo- kakaową Purederm, to producent deklaruje, iż jest to produkt nawilżający, przeciwstarzeniowy, bogaty w minerały i witaminy. Ma on wzmagać elastyczność dzięki kakao i witaminom oraz działać rozświetlająco.
Chociaż kakao jest czwartym składnikiem esencji w której zanurzona jest maska, nie daje ono zapachu (maska nie pachnie jak kakao). Płachta, którą zakładamy na twarz jest bardzo gruba i źle docięta, przez co kiepsko przylega do skóry, a niestety jeśli maska nie przylega do skóry, to esencja w niej zawarta nie może się wchłonąć prawidłowo (maska w tych miejscach nie działa). Teraz efekty. Pierwsze, co zauważyłam po zdjęciu maski, to lekkie podrażnienie skóry na policzkach, byłam bardzo zdziwiona, bo nie zdarzyło mi się jeszcze, aby maska nawilżająca mnie podrażniła. Nawilżenie po masce było na średnim poziomie, poza tym nie zauważyłam kompletnie żadnych efektów. Pozostawiła po sobie dość dużo esencji, którą dało się wmasować, niestety zostawiła ona po sobie dość lepką warstwę, więc przed nałożeniem makijażu, musiałam umyć twarz. Generalnie stanowczo NIE polecam, szczególnie osobom o wrażliwej skórze.
Czy któraś z was próbowała któregoś z tych produktów? Dajcie znać, czy sprawdziły się u was. Do usłyszenia :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holika Holika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holika Holika. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 25 stycznia 2018
środa, 17 stycznia 2018
Testujemy...
Cześć wszystkim :) Dzisiaj chciałabym się bliżej przyjrzeć kilku kosmetykom pielęgnacyjnym, które maiłam okazję wypróbować. Z góry zaznaczam, iż są to tylko moje opinie o danym produkcie, więc, jeśli u mnie się coś nie sprawdziło, nie znaczy to, że tak samo będzie u Ciebie. Każda z nas ma inną skórę, w moim przypadku suchą, wrażliwą i lekko przetłuszczającą w strefie T.
Pierwszą rzeczą, którą miałam przyjemność wypróbować, to maseczka firmy Marion- Szpinak i pietruszka. Według zapewnień producenta, maseczka ma odżywiać i detoksykować naszą skórę. Szczerze mówiąc byłam do niej nastawiona więcej, niż sceptycznie, (szczególnie, że kupiłam ją w Biedronce za niecałe 3zł) jednakże opakowanie sprawiało miłe wrażenie, przynajmniej mi skojarzyło się z naturą (nie wiem dlaczego:)). Mały minus za otwarcie, niestety bez nożyczek się nie obejdzie. Miłym zaskoczeniem był natomiast zapach. Z jednej strony delikatny, z drugiej odświeżający, bardzo przyjemny i niestety lub na szczęście w ogóle nie przypominający szpinaku . Kolor maseczki był delikatny, pastelowy, zielonkawy. Konsystencja kremowa, średnio gęsta. Tu niestety pora na kolejny minus. Maseczki w opakowaniu jest tak mało, że nie wystarcza nawet na szyję, o dekolcie nie wspominając. Po aplikacji trzeba odczekać standardowe 20 minut. Efekty bardzo miło mnie zaskoczyły. Skóra była mocno nawilżona, gładka, odżywiona. Jeśli chodzi o obiecaną detoksykację, to niestety nie da się jej zmierzyć. Na pewno nie zauważyłam wyrównania kolorytu. Na plus można policzyć również brak podrażnień, czy alergii, które przy mojej wrażliwej skórze mogą się zdarzyć. Ogólnie rzecz ujmując polecam Wam tą maseczkę chociażby ze względu na połączenie niskiej ceny z super nawilżeniem skóry.
Drugi produkt, który wypróbowałam, to maska w płachcie Holika Holika Awokado. Ponieważ
jestem fanką masek w płachcie, nie mogłam się doczekać, szczególnie, że miałam przyjemność używać innych masek tej firmy. Na wstępie miłe wrażenie zrobiło na mnie łatwe otwarcie (obyło się bez nożyczek:)). Zapach, jak w przypadku większości masek tego typu, nie był zbyt intensywny i całkiem przyjemny.Płachta dobrze nasączona esencją, która miała konsystencję bardziej żelową, niż wodną. Łatwa w aplikacji, esencja nie ściekała z twarzy. Chyba ze względu na gęstość musiałam ją przetrzymać na sobie około 20 minut ( zwykle zajmuje to 10 min). Byłam naprawdę podekscytowana i spodziewałam się super efektów. Niestety, oprócz standardowego nawilżenia (które daje każda maseczka) nie zauważyłam żadnego odżywienia, którego spodziewałam się po awokado. Dodatkowo, nawet po wmasowaniu resztek esencji, na twarzy została nieprzyjemna lepka warstwa. Postanowiłam sprawdzić, czy w ciągu dnia lepkość zniknie (esencji się nie zmywa). Twardo nałożyłam krem BB i poszłam do pracy. Niestety lepkość nie zniknęła do wieczora, ale za to kolor z kremu utrzymywał się bardzo dobrze :). Ogólnie bardzo się na niej zawiodłam, może dlatego, że spodziewałam się czegoś więcej... w każdym bądź razie znam lepsze maski i ponownie jej nie kupię, chociażby ze względu na utrzymującą się lepkość.
Używałyście kiedyś którejś z tych masek? Dajcie znać w komentarzach, jak sprawdziły się u Was. Pozdrawiam :*
Pierwszą rzeczą, którą miałam przyjemność wypróbować, to maseczka firmy Marion- Szpinak i pietruszka. Według zapewnień producenta, maseczka ma odżywiać i detoksykować naszą skórę. Szczerze mówiąc byłam do niej nastawiona więcej, niż sceptycznie, (szczególnie, że kupiłam ją w Biedronce za niecałe 3zł) jednakże opakowanie sprawiało miłe wrażenie, przynajmniej mi skojarzyło się z naturą (nie wiem dlaczego:)). Mały minus za otwarcie, niestety bez nożyczek się nie obejdzie. Miłym zaskoczeniem był natomiast zapach. Z jednej strony delikatny, z drugiej odświeżający, bardzo przyjemny i niestety lub na szczęście w ogóle nie przypominający szpinaku . Kolor maseczki był delikatny, pastelowy, zielonkawy. Konsystencja kremowa, średnio gęsta. Tu niestety pora na kolejny minus. Maseczki w opakowaniu jest tak mało, że nie wystarcza nawet na szyję, o dekolcie nie wspominając. Po aplikacji trzeba odczekać standardowe 20 minut. Efekty bardzo miło mnie zaskoczyły. Skóra była mocno nawilżona, gładka, odżywiona. Jeśli chodzi o obiecaną detoksykację, to niestety nie da się jej zmierzyć. Na pewno nie zauważyłam wyrównania kolorytu. Na plus można policzyć również brak podrażnień, czy alergii, które przy mojej wrażliwej skórze mogą się zdarzyć. Ogólnie rzecz ujmując polecam Wam tą maseczkę chociażby ze względu na połączenie niskiej ceny z super nawilżeniem skóry.
Drugi produkt, który wypróbowałam, to maska w płachcie Holika Holika Awokado. Ponieważ
jestem fanką masek w płachcie, nie mogłam się doczekać, szczególnie, że miałam przyjemność używać innych masek tej firmy. Na wstępie miłe wrażenie zrobiło na mnie łatwe otwarcie (obyło się bez nożyczek:)). Zapach, jak w przypadku większości masek tego typu, nie był zbyt intensywny i całkiem przyjemny.Płachta dobrze nasączona esencją, która miała konsystencję bardziej żelową, niż wodną. Łatwa w aplikacji, esencja nie ściekała z twarzy. Chyba ze względu na gęstość musiałam ją przetrzymać na sobie około 20 minut ( zwykle zajmuje to 10 min). Byłam naprawdę podekscytowana i spodziewałam się super efektów. Niestety, oprócz standardowego nawilżenia (które daje każda maseczka) nie zauważyłam żadnego odżywienia, którego spodziewałam się po awokado. Dodatkowo, nawet po wmasowaniu resztek esencji, na twarzy została nieprzyjemna lepka warstwa. Postanowiłam sprawdzić, czy w ciągu dnia lepkość zniknie (esencji się nie zmywa). Twardo nałożyłam krem BB i poszłam do pracy. Niestety lepkość nie zniknęła do wieczora, ale za to kolor z kremu utrzymywał się bardzo dobrze :). Ogólnie bardzo się na niej zawiodłam, może dlatego, że spodziewałam się czegoś więcej... w każdym bądź razie znam lepsze maski i ponownie jej nie kupię, chociażby ze względu na utrzymującą się lepkość.
Używałyście kiedyś którejś z tych masek? Dajcie znać w komentarzach, jak sprawdziły się u Was. Pozdrawiam :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)




