wtorek, 23 stycznia 2018

Kawitacja- co to w ogóle jest?

Cześć wszystkim. Dziś wracam do tematu przewodniego tego bloga. Tym razem przyjrzymy się zabiegowi kawitacji. Co to w ogóle jest?
  Kawitacja jest zjawiskiem fizycznym, gdzie ciecz przez działanie ultradźwięków gwałtownie przyspiesza i zamienia się w gaz. Możemy dzięki niej wprowadzać produkty w głąb skóry, lub używać do złuszczania naskórka. A teraz po polsku :))
Peeling kawitacyjny. Na pewno wszystkie o nim słyszałyście, a większość z was miała już z nim doczynienia. Złuszczanie tutaj wykonywane jest przy pomocy urządzenia emitującego ultradźwięki i wody, toniku lub innego płynu (osobiście najbardziej lubię tonik). Przed zabiegiem jak zawsze musimy najpierw zrobić demakijaż i wstępnie oczyścić skórę. Następnie zwilżamy naskórek, przykładamy głowicę pod odpowiednim kątem i pojawia nam się delikatna mgiełka wodna. Skąd ona się bierze? Więc... ultradźwięki nadają cząsteczkom wody bardzo dużą prędkość (tzw. mikro-wrzenie). Cząsteczki odbijają się od powierzchni skóry odrywając części zrogowaciałego naskórka. Naskórek zostaje na głowicy, natomiast odbita woda tworzy mgiełkę.
Peeling kawitacyjny jest jednym z najdelikatniejszych zabiegów złuszczających (zaraz po enzymatycznym). Może być stosowany zarówno przy cerze delikatnej, wrażliwej jak  i tłustej, problematycznej. W odróżnieniu od mikrodermabrazji, stany zapalne nie stanowią przeciwwskazania do zabiegu, ponieważ peeling dodatkowo ma działanie odkażające. Ponieważ do zabiegu używa się ultradźwięków, niektórzy z wrażliwym słuchem mogą odczuwać dyskomfort, jednakże większość z nas nawet ich nie słyszy. Zostając przy przeciwwskazaniach, podobnie jak w większości zabiegów, jest to okres ciąży. Ponieważ ultradźwięki rozchodzą się w środowisku wodnym, część z nich może docierać do wód płodowych, tym samym do dziecka. Następnym z bezwzględnych wykluczeń do zabiegu jest jakakolwiek aparatura wspomagająca działanie naszego organizmy, taka jak rozrusznik serca, czy pompa insulinowa. Istnieje duże ryzyko, że ultradźwięki po prostu je rozregulują lub w ogóle zepsują. Reszta przeciwwskazań wygląda tak samo jak w przypadku innych zabiegów kosmetycznych. Z przypadków bezwzględnych mamy jeszcze karmienie, choroby nowotworowe, autoimmunologiczne, z względnych (czyli takich na które czasem można "przymknąć oko") chociażby elementy metalowe w ciele (włącznie z kolczykami). Ultradźwięki mogą (ale nie muszą) wprowadzić je w drżenie, co może być dość nieprzyjemne.
  Teraz z drugiej strony. Jak przy pomocy zjawiska wprowadzamy produkty w głąb skóry? Generalnie
Głowice do wprowadzania produktów
za pomocą  ultradźwięków
zasada jest ta sama. Nakładamy na skórę produkt, który chcemy wprowadzić: serum, kwas, ogólnie wszystko, co ma wodnistą konsystencję (krem będzie ciężko wprowadzić). Przykładamy głowicę i tak jak w przypadku złuszczania, ultradźwięki wprawiają cząsteczki  produktu w szybki ruch, co pomaga mu przenikać w głąb naskórka. Oczywiście należy zawsze pamiętać o ustawieniu odpowiedniej częstotliwości ultradźwięków, aby działały dokładnie tak, jak chcemy. Przeciwwskazania w tym przypadku są dokładnie takie same, jak w przypadku peelingu kawitacyjnego. Dodatkowo musicie pamiętać, że długotrwałe poddawanie naszego ciała wpływowi ultradźwięków może być szkodliwe, dlatego, jeśli chcecie oczyścić skórę peelingiem kawitacyjnym, a potem wprowadzić substancje aktywne ultradźwiękami, musicie się zmieścić w 30 minutach.
  Jeśli chodzi o wykonywanie tego typu zabiegów w domu, jak najbardziej jest to możliwe. Urządzenie do peelingu kawitacyjnego dostaniecie już za około 100zł. Problemem może być woda, która będzie Wam ciekała po twarzy i owa mgiełka, która może podrażniać oczy. Jeśli przebrniecie przez te drobne problemy, to sam zabieg nie powinien Wam sprawić trudności. Nie zrobicie sobie także krzywdy, ponieważ jest to bardzo delikatny peeling. Jeśli chodzi o wprowadzanie substancji wgłąb skóry, nie widziałam niestety jeszcze urządzenia do użytku domowego, które by posiadało tą funkcję.  Jeśli znacie takowe, dajcie znać w komentarzach. Do następnego razu. Pa:)

środa, 17 stycznia 2018

Testujemy...

Cześć wszystkim :)  Dzisiaj chciałabym się bliżej przyjrzeć kilku kosmetykom pielęgnacyjnym, które maiłam okazję wypróbować. Z góry zaznaczam, iż są to tylko moje opinie o danym produkcie, więc, jeśli u mnie się coś nie sprawdziło, nie znaczy to, że tak samo będzie u Ciebie. Każda z nas ma inną skórę, w moim przypadku suchą, wrażliwą i lekko przetłuszczającą w strefie T.
   Pierwszą rzeczą, którą miałam przyjemność wypróbować, to maseczka firmy Marion- Szpinak i pietruszka. Według zapewnień producenta, maseczka ma odżywiać i detoksykować naszą skórę. Szczerze mówiąc byłam do niej nastawiona więcej, niż sceptycznie, (szczególnie, że kupiłam ją w Biedronce za niecałe 3zł) jednakże opakowanie sprawiało miłe wrażenie, przynajmniej mi skojarzyło się z naturą (nie wiem dlaczego:)). Mały minus za otwarcie, niestety bez nożyczek się nie obejdzie. Miłym zaskoczeniem był natomiast zapach. Z jednej strony delikatny, z drugiej odświeżający, bardzo przyjemny i niestety lub na szczęście w ogóle nie przypominający szpinaku . Kolor maseczki był delikatny, pastelowy, zielonkawy. Konsystencja kremowa, średnio gęsta. Tu niestety pora na kolejny minus. Maseczki w opakowaniu jest tak mało, że nie wystarcza nawet na szyję, o dekolcie nie wspominając. Po aplikacji trzeba odczekać standardowe 20 minut. Efekty bardzo miło mnie zaskoczyły. Skóra była mocno nawilżona, gładka, odżywiona. Jeśli chodzi o obiecaną detoksykację, to niestety nie da się jej zmierzyć. Na pewno nie zauważyłam wyrównania kolorytu. Na plus można policzyć również brak podrażnień, czy alergii, które przy mojej wrażliwej skórze mogą się zdarzyć. Ogólnie rzecz ujmując polecam Wam tą maseczkę chociażby ze względu na połączenie niskiej ceny z super nawilżeniem skóry.
  Drugi produkt, który wypróbowałam, to maska w płachcie Holika Holika Awokado. Ponieważ
jestem fanką masek w płachcie, nie mogłam się doczekać, szczególnie, że miałam przyjemność używać innych masek tej firmy. Na wstępie miłe wrażenie zrobiło na mnie łatwe otwarcie (obyło się bez nożyczek:)). Zapach, jak w przypadku większości masek tego typu, nie był zbyt intensywny i całkiem przyjemny.Płachta dobrze nasączona esencją, która miała konsystencję bardziej żelową, niż wodną. Łatwa w aplikacji, esencja nie ściekała z twarzy. Chyba ze względu na gęstość musiałam ją przetrzymać na sobie około 20 minut ( zwykle zajmuje to 10 min). Byłam naprawdę podekscytowana i spodziewałam się super efektów. Niestety, oprócz standardowego nawilżenia (które daje każda maseczka) nie zauważyłam żadnego odżywienia, którego spodziewałam się po awokado. Dodatkowo, nawet po wmasowaniu resztek esencji, na twarzy została nieprzyjemna lepka warstwa. Postanowiłam sprawdzić, czy w ciągu dnia lepkość zniknie (esencji się nie zmywa). Twardo nałożyłam krem BB i poszłam do pracy. Niestety lepkość nie zniknęła do wieczora, ale za to kolor z kremu utrzymywał się bardzo dobrze :).  Ogólnie bardzo się na niej zawiodłam, może dlatego, że spodziewałam się czegoś więcej... w każdym bądź razie znam lepsze maski i ponownie jej nie kupię, chociażby ze względu na utrzymującą się lepkość.
Używałyście kiedyś którejś z tych masek? Dajcie znać w komentarzach, jak sprawdziły się u Was. Pozdrawiam :*

wtorek, 16 stycznia 2018

Co z tą mikrodermabrazją?

 Witam wszystkich. Było ogólnie o peelingach, teraz od podszewki przyjrzymy się zabiegowi mikrodermabrazji , jak wyglądają, jak długo powinna trwać, czym powinna być poprzedzona, a czym zakończona.
  Wiecie już czym jest mikrodermabrazja, ale powtórzmy, jest to złuszczanie mechaniczne naskórka wykonywane w gabinecie kosmetycznym. Dokładniej, wykonywane jest przy użyciu (w przypadku diamentowej) metalowych końcówek o różnym stopniu ziarnistości. Mamy osobne końcówki do ciała, do twarzy, bardziej szorstkie, bardziej delikatne. Daje to możliwość dostosowania poziomu złuszczenia indywidualnie do skóry klientki, wiadomo, że osoba o wrażliwej cerze nie może mieć wykonanego zabiegu w ten sam sposób, co klientka o skórze pogrubionej. W przypadku
mikrodermabrazji korundowej, mamy różne rozmiary ziarenek, dzięki czemu także dostosowujemy moc peelingu do potrzeb skóry. To, co złuszczymy jest wciągane przy pomocy pompki z do różdżki i osadza się na filtrze. Musicie pamiętać, że aktywne stany zapalne wykluczają wykonanie zabiegu, podobnie jak ciąża, nowotwory i choroby autoimmunologiczne. Sam zabieg złuszczania z reguły trwa od 20 do 30 minut, jednakże powinien on być poprzedzony dokładnym demakijażem i wstępnym oczyszczeniem skóry. Na zakończenie zabiegu, osobiście bardzo lubię jeszcze odrobinę przeczyścić skórę np. pianką myjącą, ponieważ z reguły pompa nie zasysa całego złuszczonego naskórka, i część zostaje na powierzchni. Następnie tonizuje i nakładam maskę nawilżającą, łagodzącą lub inną jeśli tego potrzebuje skóra. Po zmyciu maski i ponownym tonizowaniu, zabieg kończę kremem.
Mikrodermabrazję warto wykonywać w seriach od 6 do 10 zabiegów. Odstępy pomiędzy nimi mogą wynosić od 2 do 4 tygodni. Z drugiej strony musicie pamiętać, że zbyt częste i zbyt intensywne złuszczanie może powodować pogrubienie naskórka. Nie stanowi to problemu przy skórze cienkiej, wręcz spowoduje poprawę stanu skóry, natomiast przy skórze pogrubionej, problematycznej może spowodować pogorszenie jej stanu. Część osób woli mikrodermabrazję korundową, twierdząc, że jest bardziej higieniczna, gdyż korund raz użyty ląduje w śmietniku. Ja osobiście wolę mikrodermabrazję diamentową, oczywiście przy zastosowaniu wszystkich środków ostrożności. Mimo, że głowice są wielokrotnego użytku, za każdym razem są dokładnie czyszczone z resztek naskórka i dezynfekowane preparatem, który nie tylko zabije wszelakie drobnoustroje, ale również pozbędzie się malutkich pozostałości skóry, niemożliwych do usunięcia mechanicznego. Ta sama procedura dotyczy różdżki, natomiast filtry są jednorazowe.
  Na rynku dostępne są tzw. mikrodermabrazje do użytku domowego w różnych przedziałach
VisaCare Philips
cenowych, np. VisaCare Philips mikrodermabrazja w domowym zaciszu, jednakże nie będą miały one takiego samego potencjału złuszczającego jak zabieg wykonany w gabinecie. Dodatkowo nie znając zaleceń i przeciwwskazań możemy sobie bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Wszystko zależy od Was, jeśli czujecie, że spokojnie poradzicie sobie same w domu, na pewno taki sprzęt ułatwi Wam pielęgnację i będzie stanowił miłą odmianę od zwykłych peelingów ziarnistych, czy enzymatycznych. Pamiętajcie tylko, że po zabiegu przez kilka dni nie możecie się opalać, czy korzystać z sauny. Dodatkowo przed złuszczeniem umyjcie twarz, a po nałóżcie maseczkę nawilżającą, lub chociażby porządną porcję kremu.
  Na koniec pytanie do Was. Czy któraś z was korzystała z zabiegu mikrodermabrazji w domu i w gabinecie? Jeśli tak, dajcie znać jakie są Wasze przemyślenia na ich temat.

wtorek, 9 stycznia 2018

Peeling w domu i gabinecie

  Jak zwykle, zacznijmy od podstaw. Co to jest peeling? Z angielskiego peel - złuszczać. Tak, to po prostu złuszczanie. Następna sprawa, co złuszczamy? Zawsze naskórek. Ile? Zależy gdzie wykonamy peeling. W gabinetach medycyny estetycznej, gdzie zabiegi wykonują lekarze, możemy złuszczyć praktycznie cały naskórek, w gabinecie kosmetycznym możemy złuszczyć całą warstwę rogową naskórka, w domu natomiast złuszczamy tylko wierzchnie warstwy zrogowaciałego naskórka.
  Jak złuszczamy? Peelingi, ogólnie, dzielą się na trzy rodzaje: chemiczne, mechaniczne i enzymatyczne. Najdelikatniejszym z peelingów jest ten, który wykorzystuje enzymy. Jest on odpowiedni dla każdego typu skóry, nawet tej najbardziej wrażliwej. Enzymy działają tylko na ostatnie warstwy zrogowaciałego naskórka, tak naprawdę bardziej odświeżają powierzchnię skóry, niż ją złuszczają. Jego dużą zaletą jest to, że nie podrażniają, minusem, przy grubszej skórze będzie on zbyt delikatny, efekt będzie praktycznie niewidoczny.

Drugim rodzajem peelingów, są te chemiczne. Z reguły do ich wykonywania używa się różnego rodzaju kwasów. Ten rodzaj złuszczania możemy podzielić na płytkie, średnie i głębokie. Te płytkie możemy wykonać zarówno w domu, jak i w gabinecie. Kwasy, które zazwyczaj zawierają takie peelingi mają niskie stężenie i dość wysokie ph.  Złuszczają wierzchnie warstwy zrogowaciałego naskórka, na plus należy im policzyć działania dodatkowe, np. kwas migdałowy rozświetla skórę i wzmacnia naczynia krwionośne, kwas glikolowy doskonale wygładza zmarszczki, a kwas pirogronowy reguluje wydzielanie sebum i działa anty komodogennie (redukuje ilość powstających zaskórników). Peelingi średnio głębokie wykonacie tylko w gabinecie, gdyż w tym przypadku złuszczamy większość zrogowaciałego naskórka i na tym poziomie istnieje już ryzyko wystąpienia oparzeń, jeśli peeling zostanie wykonany nieprawidłowo. Kwasy stosowane w gabinetach kosmetycznych mają zwykle znacznie wyższe stężenie i niższe pH, niż te dopuszczone do użytku domowego, ale tak samo w zależności od użytego rodzaju kwasu, mają te same działania dodatkowe. Ponadto w gabinecie kwasy są wprowadzane głębiej, przy pomocy masażu, ultradźwięków, czy mikro nakłuwania naskórka. Bez paniki, do tej ostatniej metody używa się substancji przeznaczonych właśnie do tego typu wprowadzania :)
Złuszczanie na poziomie głębokim, także przy pomocy kwasów wykonamy tylko w gabinecie
lekarskim. Tutaj istnieje dużo poważniejsze ryzyko wystąpienia głębokich oparzeń, które mogą przerodzić się w trwałe uszkodzenie tkanki i powstanie blizny. Dlatego właśnie, jeśli jakaś pani zaproponuje wam złuszczanie całego naskórka, aż poniżej wierzchnich warstw skóry właściwej, uciekajcie. Praca poniżej skóry właściwej nie należy do kosmetyczek, czy nawet kosmetologów, tylko do lekarzy. My zajmujemy się naskórkiem, ewentualnie górnymi warstwami skóry właściwej.
  Trzecim typem złuszczania jest to mechaniczne. W tym zawierają się wszelkie rodzaje peelingów ziarnistych, różne rodzaje dermabrazji (tak, dobrze napisałam), peeling kawitacyjny. Ogólnie rzecz ujmując wykorzystujemy tu sprzęt lub produkty, które za ścierają skórę. Tak samo, jak w przypadku złuszczania chemicznego, dzielimy je na płytkie, średnie i głębokie. Peelingiem płytkim będzie tu np. ten drobnoziarnisty, który wykonamy w domu i w gabinecie, kawitacyjny- z reguły wykonywany w gabinecie. Peeling gruboziarnisty odpowiednio zastosowany może zostać zaliczony do płytkich/ średnich, możemy go zastosować i w domu i w gabinecie. Mikrodermabrazja natomiast, (też średnio- głębokie złuszczanie), używana jest tylko w gabinetach
kosmetycznych, zarówno diamentowa jak i korundowa, tlenowa, czy wodno- tlenowa. Mechanicznym peelingiem głębokim jest natomiast dermabrazja, gdzie lekarz, czasem przy użyciu skalpela usuwa naskórek, czasem z wierzchnimi warstwami skóry właściwej.
  Dajcie znać w komentarzach, czy i który z peelingów chciałybyście poznać głębiej. Może które peelingi dla jakiej skóry. Czekam na Wasze propozycje.

czwartek, 28 grudnia 2017

Pielęgnacja poranna i wieczorna z dodatkami

  Z rytuałem porannej pielęgnacji będzie dużo szybciej i prościej, niż z wieczornym. Dobrze wiecie już co to jest tonik, płyn micelarny itp., więc skupimy się na konkretach.
  Wstajesz rano z łóżka i ... no właśnie, w moim przypadku kontynuacja to i.... robisz sobie kawę :) Ale kiedy już wypiję kawę i zjem śniadanie, idę do łazienki ogarnąć buźkę :). Dla tych z Was, którym brak czasu i chęci w porannych godzinach zajmować się urodą, rytuał pielęgnacyjny uproszczony do minimum: tonik i krem. Tak, tylko tyle :) Jeśli naprawdę brak Ci czasu to jest absolutne minimum, które powinnaś zrobić dla swojej skóry. Tonik delikatnie oczyści i odświeży, a krem nawilży. Potem dowolnie albo makijaż, albo nie. Niestety te z nas, które borykają się z cerą tłustą, trądzikową nie mają tak łatwo. Aby powstrzymać powstawanie nowych wykwitów, muszą niestety powtórzyć całą pielęgnację wieczorną, czyli oczyścić porządnie skórę wybranym sposobem (najlepiej umyć), stonizować i dopiero wtedy nałożyć krem, później wiadomo makijaż, albo i nie.

lekka emulsja doskonale nawilża i
szybko się wchłania
Jeśli chodzi o rodzaj kremu, który możemy stosować "na dzień". Na pewno powinien on zawierać filtr UV, im wyższy, tym lepszy.. Większość kremów niestety zawiera filtr 15, czyli niezbyt wysoki. Oczywiście musimy też pamiętać, że filtr działa tylko przez kilka godzin :(. Poza tym krem na dzień powinien być nawilżający, nie natłuszczający. Różnicę między tymi dwoma odczują szczególnie te z Was, które będą próbowały na krem nałożyć makijaż. Przy kremie tłustym trwałość makijażu jest znacznie niższa,  dużo ciężej się go nakłada, ponieważ zamiast wtopić się w skórę, ślizga się po niej, a po krótkim czasie nawet jeśli macie suchą skórę, zaczniecie się nieładnie świecić. Jeśli nie nakładacie makijażu, a macie bardzo suchą skórę, możecie pokusić się o krem lekko natłuszczający.
  Moim zdaniem najbardziej optymalnym rozwiązaniem pomiędzy zdrowiem skóry, a makijażem są kremy BB lub CC. Są to kremy, które poza tym, że dbają o naszą skórę, dodatkowo zawierają delikatny pigment, który subtelnie wyrównuje jej kolory. Niestety krem BB/CC nie sprawdzi się u tych z nas, które borykają się ze stanami zapalnymi, lub licznymi intensywnymi przebarwieniami, bliznami. Jeśli macie taką skórę, a chcecie aby wyglądała ona jednolicie, nie obędziecie się bez podkładu. 
serum olejowe,
używam jako kremu pod oczy i
olejku do ust-  uwielbiam
  Dla tych z nas, które rano w łazience mogą pobyć kilka minut dłużej. Oprócz kremu na dzień, warto stosować osobny krem pod oczy (zarówno w pielęgnacji porannej, jak i wieczornej). Skóra wokół oczu jest dużo cieńsza i delikatniejsza, niż ta na reszcie twarzy. Dużo szybciej się przesusza, traci jędrność i to właśnie w tej okolicy zazwyczaj pojawiają się pierwsze zmarszczki. Dlatego też kremy pod oczy są zazwyczaj bogatsze i bardziej skoncentrowane, niż te do twarzy. Wystarczy nałożyć odrobinę kremu na palce środkowe i delikatnie wklepać w skórę wokół oczu (górna i dolna powieka). Dlaczego palec środkowy, nie wskazujący? Dlatego, że palec środkowy nie ma takiej siły nacisku, co wskazujący, więc delikatnie wklepujemy krem, zamiast okładać naszą delikatną skórę. Całość zajmuje około 20 sekund.
  Oczywiście możemy pokusić się również o nałożenie serum lub esencji (to tak naprawdę serum o dużo lżejszej konsystencji, dzięki czemu szybciej się wchłania), ale to znowu dodatkowy czas, a tego szczególnie rano, zawsze brakuje.
Gudetama all i one dla leniwych- tonik, serum
i krem w jednym- używam codziennie i kocham
  Podsumujmy więc czasowo pielęgnację podstawową i rozszerzoną poranną i wieczorną.
Wieczorem:
- oczyszczamy skórę - płynem micelarnym, mleczkiem lub innym produktem przy pomocy waciku- bez makijażu zajmie to około 30 sekund, z makijażem nawet do 15 minut !!
                                - myjemy twarz olejkiem, płynem, pianką lub innym produktem- bez względu, czy mamy makijaż, czy nie, trwa to około 2 min.
 - tonizujemy wacikiem lub bez- max 20 sekund
- nakładamy krem- bez wmasowania- około 20 sek., z wmasowaniem około 2 minuty
"pakiet" absolutne minimum zajmie nam od 2min i 40 sekund do niecałych 20 minut.
Idźmy dalej, jeśli dorzucimy do tego esencje lub serum, dodatkowe 20 sekund na rozprowadzenie i do trzech minut na wchłonięcie. Dodajmy nałożenie i wklepanie kremu pod oczy- około 30 sek.- "pakiet rozszerzony" w najkrótszej wersji zajmie nam 6 minut i 30 sekund :). Jeśli lubicie waciki, to niestety urośnie do niecałych 25 minut.
Rano:
"Pakiet podstawowy"- tonik, około 15 sekund i krem bez wmasowania około 15 sekund, więc mamy 30 sekund pielęgnacji!!
Możemy rozszerzać pielęgnację w zależności od tego, jaką ilością czasu dysponujemy. Dodajmy krem pod oczy (30 sekund), mamy tylko 1 minutę, dodajmy serum/ esencję, mamy 4 min. Jeśli zdecydujemy się na umycie twarzy, dodatkowe 2 minuty, wmasujmy krem, dwie minuty."Pakiet rozszerzony" zajmie nam tylko i aż 6 minut (poprawcie mnie, jeśli źle policzyłam:-)).
  Nie jest to czas skradziony kosztem dziecka, męża, psa czy kogokolwiek lub czegokolwiek innego. To jest Wasz czas, który macie, który się wam należy i reszta powinna to uszanować (może za wyjątkiem psa, on niekoniecznie zrozumie:-)). Tylko 12 minut w ciągu całego dnia... to naprawdę nie dużo, a Wasza skóra odwdzięczy się Wam promiennym wyglądem i gładkością. Nadal nie? Podstawy zajmą Ci tylko 3 minuty w ciągu całego dnia, poza tym możesz uzbroić się w produkty wielozadaniowe takie jak serum marki HolikaHolika z serii Gudetama. Za jednym razem nakładasz serum, tonizujesz i kremujesz skórę.
  Pielęgnacja na prawdę może być przyjemnością, nie obowiązkiem. Musisz tylko znaleźć odpowiedni sposób i produkty dla Ciebie.

wtorek, 19 grudnia 2017

Pielęgnacja wieczorna cz. 3- krem

  Nareszcie, po całym oczyszczaniu i tonizowaniu, przyszedł czas na zakończenie podstawowej pielęgnacji wieczornej- krem. Na rynku dostępne są przeróżne kremy. Od po prostu nawilżających do regenerujących, seboregulujących i przeciwzmarszczkowych. Wszystkie mają jedno zadanie- dostarczyć naszej skórze tych składników, których najbardziej potrzebuje. Dlatego właśnie dobór odpowiedniego kremu jest bardzo istotny.
  Zacznijmy od tego, które kremy są odpowiednie do stosowanie na noc, ponieważ nie wszystkie mają to wyraźnie napisane na opakowaniu. Pierwszym kryterium kwalifikującym krem jako nocny jest brak filtrów UV (w nocy nie są nam potrzebne). Drugą istotną rzeczą jest ich skład. Kremy na noc są zazwyczaj bogatsze, bardziej odżywcze, niż kremy na dzień. Z reguły wiąże się to z cięższą konsystencją, więc jeśli macie skórę z tendencją do zapychania porów, uważajcie i zawsze sprawdzajcie konsystencję kremu przed kupnem. To samo zresztą dotyczy osób, które nie lubią czuć czegokolwiek na swojej twarzy. Kremy cięższe dłużej się wchłaniają, więc dłużej pozostają na naszej skórze.
 oil lub glicerin od razu odstawcie go na półkę- nie jest dla Was dobrym rozwiązaniem. Wybierajcie te kremy, które zaraz po wodzie (aqua) mają składniki aktywne takie jak kwasy (acid), ekstrakty (extract), minerały jak np. srebro, czy glinkę lub krzemionkę. Olej lub ich mieszanina nie powinien być głównym składnikiem kremu. Im więcej olejów i substancji natłuszczających zawiera krem, tym będzie cięższy. Na szczęście pojawiły się na polskim rynku kremy wodne i emulsje. Są to dwa rodzaje "kremów" które zawierają śladowe ilości olejów i bardzo szybko się wchłaniają nie zatykając porów.. Pomysł na tego typu pielęgnację przybył do nas z Korei kilka lat temu. Obecnie nawet polscy producenci, podążając za modą i oczekiwaniami, wprowadzają do swojej oferty produkty oparte na filozofii koreańskich rytuałów piękna.
Pozostając przy cerze tłustej, produkty na noc dla niej właśnie powinny być lekkie, zawierać dużo wody, a mało olejów, więc jeśli na  pierwszej pozycji składu kremu zobaczycie
   Idąc za ciosem, kremy dzielą się na dwa rodzaje: olej w wodzie i woda w oleju. Są to dwa składniki, które każdy krem musi posiadać, aby pozostałe składniki aktywne mogły się w nim wymieszać i połączyć. Trzecim składnikiem, który każdy krem posiada to emulgator (np. lecytyna sojowa), który sprawi, że krem nie będzie się nam rozwarstwiał (olej na stałe połączy się z wodą). Czwartym na nasze nieszczęście jest konserwant lub kilka z nich. Niestety nasze prawo nie przewiduje dopuszczenia do obrotu kosmetyku, który go nie zawiera, chociażby w małej ilości. Konserwanty całe szczęście mogą być naturalne, jak np. kwas laktabionowy. Pamiętajcie tylko, że produkty z naturalnym konserwantem mają krótszy termin przydatności, niż te ze sztucznym.
  Zawracając do tematu głównego- skóra normalna i sucha. Dlaczego razem? Ponieważ osobiście nie
znam nikogo, kto miałby skórę tylko i wyłącznie normalną. Zazwyczaj łączy się ona albo z suchą, albo z tłustą. Jeśli Twoja skóra przesusza się pod oczami i na policzkach, a w strefie T jest normalna, możesz wybierać kremy odrobinę cięższe. Nie przesadzaj tylko, bo nawet cera normalna może mieć tendencję do zatykania porów. Twój krem może być odżywczy, przeciwzmarszczkowy, nawilżający... masz dowolność wyboru, jeśli tylko konsystencja kremu Ci odpowiada.
   Co ze skórą bardzo suchą i skłonną do podrażnień? Tutaj sprawa znów się komplikuje, ale tylko odrobinę. Jeśli masz właśnie taki typ cery, wybieraj kremy ciężkie, odżywcze, wręcz delikatnie
natłuszczające. Możesz się nawet pokusić o stosowanie olejku do twarzy zamiast kremu. Dzięki temu wzmocnisz i nawilżysz swoją skórę, a ona odwdzięczy Ci się wyrównanym kolorytem, jędrnością i brakiem suchych, łuszczących się skórek.
  Może brzmi to wszystko trochę skomplikowanie, ale na prawdę, nie ma się czego bać. Najlepszym doradcą będzie Twoje własne doświadczenie. Niestety wiąże się to z kilkoma próbami, więc zamiast kupować nowy, polecany krem, zaopatrzcie się w próbki lub opakowania w formacie podróżnym. Jeśli okaże się, że Twoja skóra rano jest ściągnięta/ przetłuszczona, nie podoba Ci się zapach lub konsystencja, wiesz już, że tego kremu nie kupisz. W każdej drogerii powinny być testery (tak, dotyczy to nie tylko kolorówki), jeśli nie ma próbek, możesz, jako klientka, przyjść z własnym małym pojemniczkiem i wziąć próbkę kremu. Jeśli nie masz możliwości zaopatrzenia się w próbkę kremu, możesz go kupić na własne ryzyko, ponieważ nie dokonasz zwrotu otwartego produktu. Pamiętaj też, że fakt, iż Twojej przyjaciółce z taką samą cerą, krem odpowiada, nie znaczy to wcale, że będzie on odpowiadał Tobie.
  Powodzenia w poszukiwaniach :)

wtorek, 12 grudnia 2017

Pielęgnacja wieczorna cz.2.- Tonik- niby nic szczególnego

Poprzednio rozwodziłam się nad tym, jak ważne jest oczyszczenie skóry twarzy z zanieczyszczeń zgromadzonych na niej w ciągu dnia i makijażu. Najprościej by było, gdyby tylko to wystarczyło do zachowania zdrowej, promiennej i gładkiej skóry. Niestety, to nie jest aż tak proste.
   Nasza skóra z natury ma kwaśne ph (około 4/ 4,5). Przy każdym kontakcie z wodą, która jest z natury zasadowa, lub innym produktem oczyszczającym, ph naszej skóry podwyższa się. Dodatkowo zostaje usunięta bariera ochronna naszej skóry, tzw. płaszcz wodno- lipidowy. Czym to wszystko skutkuje? Na naszej twarzy żyją miliony bakterii, ich ulubionym środowiskiem jest to zasadowe, więc po oczyszczeniu twarzy mają na niej istny raj i nic nie hamuje ich powielania. W efekcie możemy zaobserwować wzmożoną ilość stanów zapalnych, szczególnie u osób ze skłonnością do powstawania tego rodzaju wykwitów. Jeśli chodzi o płaszcz wodno- lipidowy, który usuwamy w trakcie oczyszczania. Po usunięciu swojej bariery ochronnej, skóra jest bardziej podatna na infekcje namnażającymi się na jej powierzchni bakteriami. Z komórek naskórka w szybkim tempie odparowuje woda. Skóra zaczyna się przesuszać. Uruchamia to jej mechanizm obronny, zaczyna produkować większe ilości sebum, by jak najszybciej odtworzyć ów barierę. Innymi słowy, skóra zaczyna się przetłuszczać, szczególnie u osób z ze skórą tłustą i mieszaną. Może brzmi to trochę absurdalnie, ale przetłuszczająca się skóra z niedoskonałościami naprawdę może być wynikiem przesuszenia.
   Do sedna, co z tym wszystkim ma wspólnego tonik? Co to jest?
Tonik to płyn o obniżonym ph (około 4), często wzbogacony o składniki pielęgnacyjne, takie jak kwas hialuronowy, witaminy, minerały. Doskonałym tonikiem jest także hydrolat (tzw. woda kwiatowa), który ma niskie ph i zawiera składniki odżywcze. W kontakcie z naszą skórą, tonik obniża jej ph do naturalnie niższego 4/ 4,5. Odbudowuje również płaszcz wodno- lipidowy. Nasza skóra jest z powrotem zabezpieczona, a namnażanie bakterii bytujących na jej powierzchni znacznie ograniczone. W efekcie skóra jest bardziej nawilżona, gładsza, a na jej powierzchni powstaje mniej niedoskonałości.
  Wiele osób myli tonik i płyn micelarny, lub uważa te dwa produkty za jedno i to samo, tylko pod inną nazwą. Nic bardziej mylnego. Płyn micelarny, nawet wzbogacony o substancje pielęgnacyjne, ma wyższe ph niż nasza skóra ma za zadanie tylko ją oczyścić, włącznie ze zmyciem bariery ochronnej. Tonik, nawet jeśli ma w składzie substancje oczyszczające, ma głównie doprowadzić powierzchnię naszej skóry do normy.
  Jeśli chodzi o koszty, nie musicie wydawać milionów na super ekstra cudowny tonik marki X. Bardzo dobrze spełniają swoje zadanie toniki dostępne w drogeriach. Ważne, by był on dobrany do rodzaju skóry (łagodzący lub nawilżający do skóry wrażliwej, nawilżający do skóry normalnej i mieszanej, oczyszczający lub seboregulujący do cery mieszanej i tłustej).
  Większość osób używa toniku wylewając odrobinę na wacik i przy jego pomocy rozprowadza produkt po skórze twarzy szyi i dekoltu (tak, nie zapominamy o skórze poniżej linii szczęki, jest tak samo ważna :)). Ja osobiście nie lubię używać wacików, ponieważ pocieranie podrażnia moją wrażliwą skórę.
Dlatego kupuję tonik z atomizerem i rozpylam mgiełkę na twarz, szyję i dekolt.
Można go także nanosić na skórę wylewając odrobinę na dłonie i wsmarować w jej powierzchnię.
  Na rynku dostępne są produkty łączone, na przykład toniki micelarne lub serum, krem wodny tonizujący.
Jest to dobre rozwiązanie dla tych z was, które nie lubią trzymać za dużo produktów na półce, albo lubiących oszczędność czasu i pieniędzy. Z drugiej strony użycie toniku nie wyklucza użycia serum tonizującego. Wszystko zależy od Waszych preferencji, aby czas spędzony na pielęgnacji był dla Was przyjemnością.